Lista wszystkich wpisów

Szukaj na tym blogu

piątek, 9 marca 2018

Piątkowe tłumaczenie - Bertrand Cantat - Anthracitéor - tłumaczenie z francuskiego



Piątkowy cytat:
"Wszędzie zabieramy z sobą nasze życie. Kierując łodzią do kresu. Mierząc miarą śmierci wagę wszystkich rzeczy."  - Imre Kertész w przekładzie Kingi Piotrowiak-Junkiert "Ostatnia gospoda".

Utwór: Anthracitéor
Wykonawca: Bertrand Cantat
Album: Amor Fati (2017)



Arrive, arrive, comme du fond d'un couloir
Surgit d'un sommeil blanc d'ivoire
La pierre de ta présence
Elle brille, elle brille
Et son rayonnement est insatiable
Et j'ai bien peur d'y voir
Des creusets, des cratères, et les coulées de lave de l'histoire

Je ne connais pas de loi, qui pourrait m'éloigner de toi

Et la nuit le silence hurle un confiteor
Je n'ai pas vraiment le choix d'ignorer ce je ne sais quoi
Qui luit d'un éclat entre l'anthracite et l'or

Dérobée à toi-même tu sais
Tu t'es comme volatilisée
Tu manques à la terre même, caboche
Et le sol trop brûlé implore le ciel ingrat
Pour qu'il vienne l'irriguer
Je savais que des flammes immenses
Sortaient te ton âme incendiée
Et que ton ombre solitaire s'allongeait
Du paradis à l'enfer

Je ne connais pas de loi, qui pourrait m'éloigner de toi

Et la nuit le silence hurle un confiteor
Je n'ai pas vraiment le choix d'ignorer ce je ne sais quoi
Qui luit d'un éclat entre l'anthracite et l'or

Arrive, arrive, si tes visites se font rares
Elles durent de plus en plus tard dans des alcôves
De plumes et de foudre
Tu peux venir toujours, viens !
Viens voir ici moi j'ai rien dans les mains
Que de fleurs de cavale
Et de spleen
Oh c'est loin d’être idéal
Allez, allez...
Alleluiah !
Même si moi, je dirais pas comme ça...
Przybądź, przybądź, jak z dna żlebu
Powstań z białego snu, bieli kości słoniowej
Kamień twojej obecności
Świeci, świeci
A jego promieniowanie jest nienasycone
I boję się go zobaczyć
Tygle, kratery i spływy lawy historii


Nie znam żadnego prawa, które mogłoby odciągnąć mnie od ciebie
A nocą cisza wykrzykuje spowiedź
Naprawdę nie mam wyboru by ignorować to czego nie znam
Co świeci pomiędzy antracytem i złotem

Skradzione od ciebie, wiesz
Jakbyś się ulotnił
Tęsknisz za krajem, uparty
A zbyt spalona ziemia błaga niewdzięczne niebo
Aby przybyło (z odsieczą) z deszczem
Wiedziałem, że ogromne płomienie
Wydostaną twoją spaloną duszę
I że twój samotny cień się wydłuży
Od raju po piekło

Nie znam żadnego prawa, które mogłoby odciągnąć mnie od ciebie
A nocą cisza wykrzykuje spowiedź
Naprawdę nie mam wyboru by ignorować to czego nie znam
Co świeci pomiędzy antracytem i złotem

Przybądź, przybądź, jeśli twe wizyty są rzadkie
Ich trwanie przedłuża się później w alkowach
Pełne piór i błyskawic
Zawsze możesz przyjść, chodź!
Chodź, zobacz tutaj, nie mam nic w rękach
Jak kwiaty w pędzie
I smutku
Och to daleko od ideału
Dalej, dalej....
Alleluja!
Nawet jeśli ja nie powiedziałbym tak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz